Adrian Urbanek – Miałeś nietypowy pomysł na swoją urodzinową imprezę.
Mateusz Woźniak – Chciałem zrobić coś troszeczkę innego niż taką typową czterdziestkę przy stole. Myślałem – może spędziłbym ją w lesie, pod namiotem? A później, że może by się udało zebrać na jakiś cel 1000 złotych wśród znajomych.
Głównym Szlakiem Beskidzkim i zebrać fundusze na rzecz podopiecznych Fundacji ISKIERKA. Jak ją znalazłeś?
Tutaj nie ma jakiegoś drugiego dna, że od lat obserwuję ISKIERKĘ i tak dalej. Nie mam nic wspólnego z onkologią dziecięcą. Po prostu wyguglowałem „fundacje wspierające dzieci” i wyskoczyła ISKIERKA. Tyle.
Często chodzisz po górach?
Nie, kilka razy byłem.
No to przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego w 14 dni to śmiały pomysł.
Oczywiście dużo ludzi mówiło, że to jest nierealne. Ale z drugiej strony pomyślałem, że Beskidy to nie jest jakieś dzikie miejsce, nie wiadomo gdzie, że tygodniami nie zobaczę żywej duszy ani miasta. Poza tym przecież nic się nie stanie, jak się nie uda.
Ale co do drugiej części planu, zbiórki charytatywnej, to miałeś już doświadczenie.
Od lat moja żona zbiera pieniądze na bezdomne zwierzęta. Jak widzi krzywdę zwierząt, to od razu ma łzy w oczach i chce pomóc, a ja w tym ją wspierałem. Zaczęło się od kilku kilogramów karmy, a ostatnio zebraliśmy prawie 900 kg. Tak złapałem „bakcyla” pomagania. Uznałem, że na „czterdziestkę” zrobię zbiórkę na dzieci.
Pod warunkiem, że przejdziesz Szlak.
Zacząłem przygotowania. Powiedzmy, trochę biegałem, ale w Warszawie, po płaskim, co w ogóle nie przekłada się na góry. Potem były cztery spacery po 30 km z plecakiem obciążonym butelkami wody oraz półmaraton na mniej więcej miesiąc przed wyprawą. Niestety podczas biegu rozwaliłem palec, więc moje przygotowania się skończyły.
Podejście… bez napięcia.
To nie jest jakaś baśniowa opowieść. Po prostu 31 lipca o 7 rano w okolicy Wołosatego w Bieszczadach stawiłem się przy kropce. Na starcie szlaku. Plecak ważył ponad 15 kg. Temperatura sięgała 36 stopni. Wystartowałem. Zasapany byłem już po kilkunastu kilometrach, a do przejścia tego dnia miałem jeszcze 30 km.
Jak mam być szczery, to dystans w górach jest najmniejszym problemem. Największym wyzwaniem był fakt, że łącznie na całym szlaku było 22 tys. m przewyższeń. Niemal każdego dnia miałem do zrobienia 1 tys. m przewyższeń, czasami 2 tys. Podejścia nie były problemem, ale zejścia już tak. Po jakimś czasie kolana zaczynały się odzywać.
Pierwsze zwątpienie przyszło już pierwszego dnia. Pomyślałem – może to jednak będzie za dużo? Do tego dołączyły wątpliwości co do zbiórki – zastanawiałem się, czy może zamiast kupować rzeczy na wyprawę nie byłoby lepiej wpłacić na fundację? Wyszłoby tyle samo.
I co wtedy?
Po pierwszym dniu zrezygnowałem z namiotu i materaca, kuchenki i jeszcze kilku rzeczy, które wcześniej myślałem, że mogą się przydać. Wolałem zamiast namiotu na plecach dźwigać wodę, która po prostu pozwoli mi iść dalej. W plecaku zostawiłem jedną parę ubrań na zmianę (bieliznę prałem codziennie wieczorem), ręcznik, śpiwór, apteczkę, powerbanki, kurtkę przeciwdeszczową, wodę, jedzenie na zapas, przewodnik. Z 15 kg w plecaku zostało mi 11 kg.
A wątpliwości?
Siłą napędową była żona, syn i to moje założenie, że skoro robię już zbiórkę na dzieci, które mimo swojego osłabienia walczą o zdrowie, to ja nie będę płakał, po kilku kilometrach na spacerze po górach…
Polubiłeś góry?
Poza jednym dniem, kiedy padało, widoki były wspaniałe. O porankach, gdy wchodziło się na szczyt, było widać miasteczka we mgle, w oddali Tatry i to było coś rzeczywiście wow.
Oczywiście opowieści znajomych, że będą niedźwiedzie, trochę mnie niepokoiły i na początku w Bieszczadach trochę mnie to przerażało. I nawet jak ptaki skakały po liściach, to na początku nerwowo się rozglądałem.
Masz teraz satysfakcję?
Nie żebym pokonał jakieś tam limity. Nie boję się próbować różnych rzeczy i wychodzę z założenia, że nic się nie stanie, jak się nie uda, a jak się uda – to super.
Na szlaku spotkałem dwóch turystów, którzy też szli Głównym Szlakiem Beskidzkim. Wcześniej dużo chodzili po górach i trenowali. Ja nie miałem dobrego przygotowania sportowego, ale nadrabiałem sercem tam, gdzie kondycji brakowało. Mimo problemów z kolanami widok rozkręcającej się zbiórki dodawał mi sił, bo czułem, że ta moja wyprawa to coś więcej niż po prostu spacer po górach…
PS
Teraz to już możesz powiedzieć, że po górach chodzisz i masz w tym doświadczenie.
Teraz chcę przejść kawałek tego szlaku z synem. Oczywiście nie 30 kilometrów, ale myślę, że może 15. Zobaczę, jak będę się czuł, bo na razie ciężko dojść do biura.


















Autor: Adrian Urbanek
Portal onkorodzice.pl wspiera EC Zagłębie Dąbrowskie.